Schronisko? Czemu nie?

0

Schronisko? Czemu nie?

Pobyt w schronisku ma swój klimat. Stajemy się wtedy częścią natury. W górach nie ma mowy o sztuczności. Szczególnie w tych trudniejszych warunkach pokazujemy swoją prawdziwą osobowość. Im trudniej tym łatwiej odkryć jak naprawdę znosimy stres, strach. Szczerze? Także jak jesteśmy ograniczeni…

null

Wiele tras wymaga rozłożenia ich na kilka dni. W tym przypadku korzystamy ze schronisk. Pytanie czy wiemy jak to robić, nie stając się gościem z koszmaru.

Podstawową kwestią jest potraktowanie noclegu w schronisku jak przygodę, Nie oczekujmy warunków rodem z hotelu kilku gwiazdkowego. Tutaj dostaniesz łózko w pokoju wieloosobowym, a czasem nawet prześpisz się po prostu na podłodze w jadalni. Nie uwierzysz, ale… będziesz to najlepiej wspominać.  W związku z tym jeśli nie znasz zasad danego miejsca to dopytaj czy dostaniesz materac czy masz zabrać śpiwór.

Dodatkowo sam nocleg i higiena. Historia długa i szeroka. Nie zawsze będzie ciepła woda, czasem będzie trzeba opanować metodę ,,ręcznikową” aby się umyć 😉 Buty warto zostawić na korytarzu, aby nie wnosić błota do pokoju, kurtki odwiesić na wieszaku a plecak odłożyć w miejsce łatwo dostępne dla nas ale też nie utrudniające swobodnego poruszania innym.

Najważniejszy punkt jedzenie. Warto poruszać się tylko z gotówką, gdyż zwykła awaria terminala i umieramy z głodu 😉 Zazwyczaj menu jest ogólnie dostępne i można sprawdzić kiedy jest wydawany obiad a kiedy śniadanie.  Czasem będzie to najlepszy posiłek jaki dostaliśmy a czasem… No cóż…. To w końcu przygoda.

Na koniec odłóż telefon. Rozejrzyj się wokół. Sam widzisz, że nikt z niego nie korzysta i wyglądasz co najmniej dziwnie. Poza tym i tak pewnie nie masz zasięgu. Schronisko jest schronieniem dla studzonych wędrowców a nie miejscem imprez do rana. Tutaj pograsz w planszówki, poznasz ludzi o podobnych zainteresowaniach. Otwierając się na innych także dowiesz się nowych rzeczy.

Także tego.

Do zobaczenia na szlaku, a wieczorem zjemy razem kolację w schronisku.

Niech to szlak! Przeczytaj tę książkę, zanim pójdziesz w Tatry

0
niech to szlak
Bartłomiej Kuraś „Niech to szlak. Kronika śmierci w górach”; grafika: Wydawnictwo Agora

Tatry się piękne i zachwycające, o czym wiemy doskonale – my, miłośnicy górskich wędrówek. Potrafią być jednak niebezpieczne i o tym przypomina nam książka „Niech to szlak. Kronika śmierci w górach”, której autorem jest Bartłomiej Kuraś.

Wydaje się, że wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, że góry są jednocześnie piękne, ale jednocześnie potrafią być okrutne. Skoro więc wiemy, że systematycznie zbierają żniwo, to czemu wciąż je zbierają? Powinniśmy być przecież świadomi niebezpieczeństw i unikać ich wybierając się na wycieczki w góry, prawda?

A jednak jest inaczej. Odpowiedź na pytanie, z czego to wynika, próbuje znaleźć właśnie Bartłomiej Kuraś. Autor to rodowity zakopiańczyk więc wie, o czym pisze. Jest też dziennikarzem, więc wie, jak pisać.

Tak książkę opisuje wydawca:

„Niech to szlak. Kronika śmierci w górach” Bartłomieja Kurasia to historia Tatr opisana przez pryzmat wypadków w górach. To także malownicza panorama pięknej i groźnej zarazem tatrzańskiej przyrody i dzikich zwierząt.

Jeśli myślicie, że mrożące krew w żyłach historie wydarzają się tylko na ośmiotysięcznikach, to jesteście w błędzie. Bartłomiej Kuraś stopniowo buduje napięcie, opowiadając historię Tatr przez pryzmat najgłośniejszych wypadków i tajemniczych zaginięć. Chwilę później zaś malowniczo szkicuje panoramę pięknej i groźnej zarazem tatrzańskiej przyrody oraz dzikich zwierząt.

O bezpieczeństwo turystów w górach, z narażeniem własnego życia, od ponad wieku dbają ratownicy TOPR. Zajmują oni w książce Kurasia wyjątkowe miejsce. Trud ich pracy autor opisuje m.in. słowami Andrzeja Maciaty z Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego:

„Ludzie, zlitujcie się, dajcie nam szansę was uratować!!! Śmigłowiec nie lata we mgle i w nocy. Ratownicy nie są supermenami, którzy w momencie zawiadomienia teleportują się obok was”.

Książka „Niech to szlak. Kronika śmierci w górach” Bartłomieja Kurasia ukazała się kilka dni temu. Jest do nabycia w wersji drukowanej i w formie e-booka.

Czytajcie i uważajcie na siebie w naszych pięknych Tatrach i w każdych innych górach.

niech to szlak
Bartłomiej Kuraś „Niech to szlak. Kronika śmierci w górach”; grafika: Wydawnictwo Agora

Time, Space & Wonder in the Galapagos

0

Today we were travelling north from Gorno Draglishte to Sofia (via Rila Monastery).

We woke reasonably late following the feast and free flowing wine the night before. After gathering ourselves and our packs, we headed down to our homestay family’s small dining room for breakfast, where we enjoyed scrambled eggs, toast, mekitsi (fried dough), local jam and peppermint tea. We were making our way to the Rila Mountains, where we were visiting the Rila Monastery.

We wandered the site with busloads of other tourists, yet strangely the place did not seem crowded. I’m not sure if it was the sheer size of the place, or whether the masses congregated in one area and didn’t venture far from the main church, but I didn’t feel overwhelmed by tourists in the monastery.

We headed over Lions Bridge and made our way to the Sofia Synagogue, then sheltered in the Central Market Hall until the recurrent (but short-lived) mid-afternoon rain passed. Feeling refreshed after an espresso, we walked a short distance to the small but welcoming Banya Bashi Mosque, then descended into the ancient Serdica complex.

We visited the impressive Sveta Nedelya Cathedral, then walked to the calm and diminutive Sveti Georgi Rotunda, which is surrounded on all sides by solid, square and pragmatic communist-built structures. I marvelled at the decision to leave this tiny church in the midst of these gargantuan buildings, but I loved the fact that it remains intact.

We were exhausted after a long day of travel, so we headed back to the hotel and crashed. I had low expectations about Sofia as a city, but after the walking tour I absolutely loved the place. This was an easy city to navigate, and it was a beautiful city – despite its ugly, staunch and stolid communist-built surrounds. Sofia has a very average facade as you enter the city, but once you lose yourself in the old town area, everything changes.

Peterhof Palace from Saint Petersburg

0

Today we were travelling north from Gorno Draglishte to Sofia (via Rila Monastery).

We woke reasonably late following the feast and free flowing wine the night before. After gathering ourselves and our packs, we headed down to our homestay family’s small dining room for breakfast, where we enjoyed scrambled eggs, toast, mekitsi (fried dough), local jam and peppermint tea. We were making our way to the Rila Mountains, where we were visiting the Rila Monastery.

We wandered the site with busloads of other tourists, yet strangely the place did not seem crowded. I’m not sure if it was the sheer size of the place, or whether the masses congregated in one area and didn’t venture far from the main church, but I didn’t feel overwhelmed by tourists in the monastery.

We headed over Lions Bridge and made our way to the Sofia Synagogue, then sheltered in the Central Market Hall until the recurrent (but short-lived) mid-afternoon rain passed. Feeling refreshed after an espresso, we walked a short distance to the small but welcoming Banya Bashi Mosque, then descended into the ancient Serdica complex.

We visited the impressive Sveta Nedelya Cathedral, then walked to the calm and diminutive Sveti Georgi Rotunda, which is surrounded on all sides by solid, square and pragmatic communist-built structures. I marvelled at the decision to leave this tiny church in the midst of these gargantuan buildings, but I loved the fact that it remains intact.

We were exhausted after a long day of travel, so we headed back to the hotel and crashed. I had low expectations about Sofia as a city, but after the walking tour I absolutely loved the place. This was an easy city to navigate, and it was a beautiful city – despite its ugly, staunch and stolid communist-built surrounds. Sofia has a very average facade as you enter the city, but once you lose yourself in the old town area, everything changes.

Delicious Places to Eat in NYC

0

Today we were travelling north from Gorno Draglishte to Sofia (via Rila Monastery).

We woke reasonably late following the feast and free flowing wine the night before. After gathering ourselves and our packs, we headed down to our homestay family’s small dining room for breakfast, where we enjoyed scrambled eggs, toast, mekitsi (fried dough), local jam and peppermint tea. We were making our way to the Rila Mountains, where we were visiting the Rila Monastery.

We wandered the site with busloads of other tourists, yet strangely the place did not seem crowded. I’m not sure if it was the sheer size of the place, or whether the masses congregated in one area and didn’t venture far from the main church, but I didn’t feel overwhelmed by tourists in the monastery.

We headed over Lions Bridge and made our way to the Sofia Synagogue, then sheltered in the Central Market Hall until the recurrent (but short-lived) mid-afternoon rain passed. Feeling refreshed after an espresso, we walked a short distance to the small but welcoming Banya Bashi Mosque, then descended into the ancient Serdica complex.

We visited the impressive Sveta Nedelya Cathedral, then walked to the calm and diminutive Sveti Georgi Rotunda, which is surrounded on all sides by solid, square and pragmatic communist-built structures. I marvelled at the decision to leave this tiny church in the midst of these gargantuan buildings, but I loved the fact that it remains intact.

We were exhausted after a long day of travel, so we headed back to the hotel and crashed. I had low expectations about Sofia as a city, but after the walking tour I absolutely loved the place. This was an easy city to navigate, and it was a beautiful city – despite its ugly, staunch and stolid communist-built surrounds. Sofia has a very average facade as you enter the city, but once you lose yourself in the old town area, everything changes.

Meandering Around Bali

0

Today we were travelling north from Gorno Draglishte to Sofia (via Rila Monastery).

We woke reasonably late following the feast and free flowing wine the night before. After gathering ourselves and our packs, we headed down to our homestay family’s small dining room for breakfast, where we enjoyed scrambled eggs, toast, mekitsi (fried dough), local jam and peppermint tea. We were making our way to the Rila Mountains, where we were visiting the Rila Monastery.

We wandered the site with busloads of other tourists, yet strangely the place did not seem crowded. I’m not sure if it was the sheer size of the place, or whether the masses congregated in one area and didn’t venture far from the main church, but I didn’t feel overwhelmed by tourists in the monastery.

We headed over Lions Bridge and made our way to the Sofia Synagogue, then sheltered in the Central Market Hall until the recurrent (but short-lived) mid-afternoon rain passed. Feeling refreshed after an espresso, we walked a short distance to the small but welcoming Banya Bashi Mosque, then descended into the ancient Serdica complex.

We visited the impressive Sveta Nedelya Cathedral, then walked to the calm and diminutive Sveti Georgi Rotunda, which is surrounded on all sides by solid, square and pragmatic communist-built structures. I marvelled at the decision to leave this tiny church in the midst of these gargantuan buildings, but I loved the fact that it remains intact.

We were exhausted after a long day of travel, so we headed back to the hotel and crashed. I had low expectations about Sofia as a city, but after the walking tour I absolutely loved the place. This was an easy city to navigate, and it was a beautiful city – despite its ugly, staunch and stolid communist-built surrounds. Sofia has a very average facade as you enter the city, but once you lose yourself in the old town area, everything changes.